Jeleniogórski Trakt Śródmiejski · Duży Trakt · Cieplice
Pawilon Norweski
Ten budynek wygląda, jakby ktoś przeniósł go spod Oslo – i mniej więcej tak było. Powstał jako kopia restauracji Frognerseteren znad Oslofjordu, z inicjatywy Eugena Füllnera, właściciela cieplickiej fabryki maszyn papierniczych, który ogłosił w 1906 roku, że postawi go na 25-lecie małżeństwa pary cesarskiej. Cesarz Wilhelm II kochał Norwegię do tego stopnia, że odbył tam dwadzieścia sześć podróży. Füllner znał ją z całkiem innego powodu: kupował tam maszyny.
Przemysłowiec, który zbudował osiedle, a potem park
Zanim powstał pawilon, powstał park – i to jest ważniejsza część tej historii.
Eugen Füllner był właścicielem świetnie prosperującej fabryki maszyn papierniczych w Cieplicach. Dla pracowników swojej fabryki wybudował osiedle, a od 1906 roku zaczął otaczać je rozległym parkiem. Do urządzenia zieleni zatrudnił Fritza Hanischa, wrocławskiego projektanta ogrodów i parków.
To wyjaśnia coś, co przy dzisiejszym Parku Norweskim nie jest oczywiste: park nie powstał dla kuracjuszy, jak Park Zdrojowy kilkaset metrów dalej, tylko dla robotników. Dopiero z czasem zaczęto go nazywać Norweskim – od budynku, który w nim stanął.
Dlaczego akurat Norwegia
Powód jest podwójny i oba są prawdziwe.
Pierwszy jest cesarski. Wilhelm II uwielbiał Norwegię i zorganizował tam dwadzieścia sześć wypraw. Kiedy więc Füllner ogłosił w 1906 roku, że z okazji srebrnego wesela pary cesarskiej wzniesie w swoim parku budynek w stylu norweskim, był to gest doskonale czytelny dla wszystkich.
Drugi jest zawodowy i mniej znany. Füllner sam bywał w Norwegii, bo to Norwegowie wiedli wtedy prym w produkcji maszyn papierniczych. Jeździł tam w interesach i widział tamtejszą architekturę na własne oczy. Prezent dla cesarza był więc jednocześnie pamiątką z podróży służbowej.
Kopia budynku znad Oslofjordu
Projekt wykonał Einar Smith, uczeń Holma Hansena Munthego – architekta uznawanego za twórcę norweskiego stylu narodowego, autora restauracji Frognerseteren, wzniesionej w 1880 roku na zboczach nad Oslofjordem. Cieplicki pawilon zbudowano właśnie na wzór Frognerseteren.
Materiał jest zgodny z pierwowzorem: profilowane bale świerkowe, postawione jednak na fundamentach z karkonoskiego granitu – czyli norweska skorupa na miejscowym kamieniu.
Podnieś wzrok na szczyt dachu. Wieńczą go „smocze głowy” przypominające dzioby łodzi wikingów – najbardziej rozpoznawalny znak tego stylu, przez który bywa on nazywany smoczym. Reszta detali też jest skandynawska: to nie jest budynek „z motywami”, tylko konsekwentna kopia.
Wnętrza wykończyła Szkoła Snycerstwa w Cieplicach – instytucja, która swoje powstanie w dużej mierze zawdzięczała samemu Füllnerowi. Fundator budynku był więc jednocześnie fundatorem szkoły, która ten budynek ozdobiła.
Budowę ukończono w 1909 roku (tablica przy pawilonie podaje 1908).
Restauracja, muzeum, znowu restauracja
Budynek powstał jako restauracja i przez lata nią był.
Po wojnie zmienił funkcję: od 1967 do 2013 roku mieściło się tu Muzeum Przyrodnicze. To tutaj trafiły zbiory przyrodnicze z Długiego Domu – ptaki, minerały, owady – i to od nich zaczęła się instytucja, która dziś działa w dawnym klasztorze cystersów.
Po wyprowadzce muzeum obiekt trafił w ręce nowego właściciela i przeszedł remont. Dziś znów działa w nim restauracja – po ponad stu latach budynek wrócił do funkcji, dla której go postawiono.
Dwa parki, dwie publiczności
Cieplice mają dwa duże parki i warto wiedzieć, że powstały z zupełnie różnych pobudek – bo to jedna z ciekawszych rzeczy, jakie da się w tym mieście wyczytać z zieleni.
Park Zdrojowy jest starszy, sięga 1713 roku i wyrósł przy pałacu jako oprawa uzdrowiska. Schaffgotsch podzielił go zresztą na dwie części: zamkową, dostępną wyłącznie dla lokatorów pałacu, i zdrojową – dla pozostałych. Granica przebiegała między tymi, którzy tu mieszkali, a tymi, którzy przyjechali się leczyć.
Park Norweski powstał dwieście lat później i z odwrotnym zamiarem. Założył go fabrykant wokół osiedla zbudowanego dla własnych robotników, a urządzeniem zieleni zajął się zawodowy projektant z Wrocławia. Nie było tu części zastrzeżonej dla nikogo.
Idąc Dużym Traktem, przechodzisz więc w kwadrans między dwoma pomysłami na to, komu należy się park: od podziału na lepszych i resztę do zieleni postawionej przy domach robotniczych.
Co jest dookoła
Pawilon stoi w Parku Norweskim, tuż nad Wrzosówką. Przed budynkiem jest staw z zabytkowym, kamiennym mostkiem i podświetlaną fontanną, a nad wodą altanka, która na zdjęciach wychodzi lepiej niż sam pawilon. W pobliżu są też boisko, plac zabaw i zewnętrzna siłownia – park nadal robi to, do czego został założony: służy mieszkańcom, nie turystom.
Miasto podaje, że pawilon należy do najstarszych obiektów tego typu w Europie. Nie znalazłem zestawienia, które by to potwierdzało, więc zostawiam to jako informację miejską, a nie fakt – choć sam styl i data budowy czynią ją prawdopodobną.
Najczęstsze pytania
Kto zbudował Pawilon Norweski?
Eugen Füllner, właściciel cieplickiej fabryki maszyn papierniczych, ogłosił budowę w 1906 roku z okazji 25-lecia małżeństwa pary cesarskiej. Projekt wykonał Einar Smith, uczeń Holma Hansena Munthego.
Dlaczego wygląda jak budynek z Norwegii?
Bo jest kopią restauracji Frognerseteren spod Oslo z 1880 roku. Füllner znał Norwegię z podróży służbowych – kupowano tam wtedy najlepsze maszyny papiernicze.
Skąd smocze głowy na dachu?
To znak rozpoznawczy norweskiego stylu narodowego, nawiązujący do dziobów łodzi wikingów.
Czy można wejść do środka?
Tak – w budynku działa restauracja. Wcześniej, w latach 1967–2013, mieściło się tu Muzeum Przyrodnicze.
Czy Park Norweski też jest norweski?
Nazwa jest wtórna. Park założył Füllner od 1906 roku wokół osiedla zbudowanego dla pracowników swojej fabryki, a urządził go wrocławski projektant Fritz Hanisch. Norweski zaczęto go nazywać dopiero od pawilonu.