Jeleniogórski Trakt Śródmiejski · Duży Trakt · Cieplice
Ewangelicki Kościół Zbawiciela
Ten kościół powstał, bo zmienił się władca. Gdy Śląsk przeszedł pod panowanie pruskie, a królem został ewangelik, ciepliccy luteranie napisali do Fryderyka II – i dostali zgodę w niecałe dwa tygodnie. Drewnianą świątynię postawili niemal natychmiast. Trzydzieści lat później zabrali się za murowaną i wtedy zdarzyła się rzecz, o której tablica milczy: na rok przed konsekracją zawaliła się wieża.
Petycja, która zadziałała w dwa tygodnie
Historia tego miejsca zaczyna się nie od kamienia, tylko od pisma. W grudniu 1741 roku ciepliccy luteranie wysłali petycję do króla Fryderyka II. Zgodę dostali 29 grudnia 1741, a powtórzono ją 4 stycznia 1742.
Ta szybkość nie była cudem, tylko polityką: Śląsk właśnie przechodził spod panowania katolickich Habsburgów pod pruskie, a nowy król był ewangelikiem i budował sobie poparcie wśród śląskich protestantów. Do tego dochodziła sytuacja gospodarcza – ciepliccy ewangelicy często byli szlifierzami szkła, a na wyroby szklarskie panowała wtedy koniunktura. Mieli więc jednocześnie pozwolenie i pieniądze, co w historii budownictwa sakralnego zdarza się rzadziej, niż mogłoby się wydawać.
Drewniany w kilka tygodni
Pierwszy kościół był drewniany i poświęcono go między 20 stycznia a 15 marca 1742 roku, ledwie kilka tygodni po zgodzie królewskiej. Poświęcenia dokonał diakon Jeremias Ketzler.
Z tamtej świątyni został do dziś jeden przedmiot, obok którego łatwo przejść obojętnie: chrzcielnica datowana na 1742 rok. Stoi w murowanym kościele jako pamiątka po budynku, którego już nie ma – i jest starsza od wszystkiego dookoła o ponad trzydzieści lat.
Wieża, która się zawaliła
Murowany kościół zaczęto budować w 1774 roku, a konsekrowano 31 października 1777, w Święto Reformacji – data wybrana nieprzypadkowo.
Po drodze zdarzyła się katastrofa: 6 września 1776 roku zawaliła się wieża. Warto zatrzymać się przy tej dacie, patrząc na dzisiejszą, trzykondygnacyjną wieżę z latarnią. Rok po runięciu konstrukcji budowla była gotowa i poświęcona – to mówi coś o determinacji tej parafii więcej niż jakikolwiek opis wyposażenia.
Budowniczymi byli mistrz Demus z Jeleniej Góry i Baltazar Eßmert z Lubomierza. Imienia Demusa nie znamy – wszystkie źródła piszą „niejaki Demus”, co przy autorze najważniejszego budynku tej części miasta jest samo w sobie zastanawiające.
Pieniądze zebrał ksiądz August Jacob Fritze, który przez kilkanaście lat odkładał na budowę i uzbierał cztery tysiące talarów.
Katolicki hrabia patronem luterańskiego kościoła
Jest tu wątek, którego nie znajdziesz na tablicy przy wejściu. Patronem kościoła był Johann Nepomuk von Schaffgotsch (1732–1808) – ten sam hrabia, który zbudował pałac dwieście metrów dalej.
Schaffgotschowie byli katolikami; ich krypta rodowa jest w kościele świętego Jana Chrzciciela po drugiej stronie placu, a jeden z nich został biskupem wrocławskim. A jednak to on patronował świątyni luterańskiej. Idąc Dużym Traktem, przechodzisz między dwoma kościołami dwóch wyznań, które łączy jedno nazwisko.
Co jest w środku
Wnętrze jest jednonawowe, z dwoma poziomami empor – galerii biegnących wzdłuż ścian. W 1790 roku ławki i balustrady empor pomalowano na biało i to jedno posunięcie zmieniło charakter wnętrza: z ciemnego zrobiło się jasne.
Ołtarz i prospekt organowy wykonał Heinrich Wagner, rzeźby Exner z Malinnika, hełm wieży mistrz Krołob, a dzwony odlał w 1774 roku Johann Ehrenfried Seifert z Jeleniej Góry. Na ołtarzu stoją figury Piotra, Pawła, Marii i Jana, a ambonę zdobią płaskorzeźby Ewangelistów. Obraz Chrystusa namalował w 1870 roku Johann Eduard Ihlée.
Rozejrzyj się jeszcze za dwiema rzeczami. Pierwsza to szklane świeczniki, zwane tu „pająkami”, i lustrzane kinkiety – w mieście szlifierzy szkła to nie jest przypadkowa dekoracja, tylko wizytówka zawodu, który ten kościół sfinansował. Najmłodsze pochodzą prawdopodobnie z huty Józefina w Szklarskiej Porębie.
Druga to rokokowy zamek drzwiowy z monogramem FR pod koroną – *Fridericus Rex*, hołd dla króla, który wydał zgodę na budowę. Podziękowanie wbudowane w drzwi.
Organy: dwa instrumenty, jedna obudowa
Ta historia bywa mylona, bo w kościele stały po kolei dwa instrumenty w tym samym prospekcie.
Pierwszy zbudował Johann Gottlieb Meinert (1725–1812) z Wlenia – tablica przy kościele datuje umieszczenie organów na 1794 rok. Z Wlenia pochodził zresztą także mistrz, który wykonał zegar na wieży.
Dzisiejszy instrument jest młodszy o półtora wieku: w 1927 roku zbudował go Gustav Heinze z Żar jako swoje opus 150. Ma trzy manuały i pedał, trakturę pneumatyczną i wiatrownice stożkowe. Po generalnym remoncie w 2002 roku uchodzi za jeden z najlepszych instrumentów tego typu na Śląsku.
Dlatego właśnie tu, a nie gdzie indziej, odbywają się Cieplickie Koncerty Organowe – w każdą sobotę lipca i sierpnia. Jeśli jesteś w Cieplicach latem, to jest najprostszy sposób, żeby wejść do środka i usłyszeć budynek, zamiast go tylko oglądać.
Najczęstsze pytania
Dlaczego ewangelicy mogli tu zbudować kościół?
Bo Śląsk przeszedł pod panowanie pruskie, a król Fryderyk II był ewangelikiem. Petycję wysłali w grudniu 1741 roku i zgodę dostali 29 grudnia, po niecałych dwóch tygodniach.
Co się stało z pierwszym kościołem?
Był drewniany, poświęcony na początku 1742 roku. Po trzydziestu latach zastąpił go murowany. Została po nim chrzcielnica z 1742 roku, która stoi w dzisiejszym wnętrzu.
Czy to prawda, że zawaliła się wieża?
Tak, 6 września 1776 roku, w trakcie budowy. Kościół konsekrowano mimo to rok później, 31 października 1777.
Kiedy można posłuchać organów?
Latem, podczas Cieplickich Koncertów Organowych – w soboty lipca i sierpnia.
Kto był patronem kościoła?
Hrabia Johann Nepomuk von Schaffgotsch, katolik, ten sam, który wzniósł pobliski pałac.